Sztuka czytania zanika

Zdając sobie sprawę, że "sztuka czytania zanika, zwłaszcza u dzieci" nawet jeśli nie jest się mugolem, pomyślałam, że suchość recenzji może odpychać.
Kiedy już kogoś natchnie na to by chwycić w ręce jakiś tom - a nie wie jeszcze jaki - szukając porady nie stara się znaleźć encyklopedycznej definicji danej książki, a raczej poznać jej duszę.
Stąd też stwierdzam, że książka książce nie jest równa. Jedna karmi duszę, inna umysł, a jeszcze inna łączy te dwa światy. Skoro tak jest, tak i różnie owe książki będą przeze mnie opisywane. Jedne określi rzetelna recenzja, a inne serce, które natychmiast musi podzielić się swoim uczuciem.
Enjoy!

niedziela, 21 lipca 2013

"Życie pod wpływem"

W chwili przerwy od kolejnych recenzji książek, pozwolę jednemu ze swoich opowiadań powtórnie odżyć, a więc z cyklu konkursów na LC:


Życie pod wpływem

W recenzji, autorstwa zniesmaczonej, czytamy: "Nexus rewolucjonizuje przede wszystkim myślenie o drugim człowieku. Pozwala bowiem nie tylko zrozumieć drugą istotę ludzką, ale wręcz udostępnia nam wgląd w jej umysł. Możemy poznać jej myśli, przeglądać wspomnienia niczym slajdy, a nawet - jeśli ta osoba również zażyła nexusa - rozmawiać z nią bez używania słów, gestów czy mimiki."
Wyobraźcie sobie, że macie dostęp do tego nanonarkotyku - opiszcie jeden dzień z życia pod jego wpływem.

Puściwszy wodze wyobraźni, napisałam tak:


Lekki szmer otwieranego pudełka.
Trzask przełamanego listka.
Stukot spadającej na blat stolika tabletki.
Chwila ciszy.
Szum nabieranego powietrza i głośny wydech.
Zachrobotały o stół paznokcie. Mlasnęły otwierane usta. Zachlupotała popijana woda, a krótkie przełknięcie zadudniło głucho.
Na chwilę go zamroczyło. Poczuł lekkie nudności. Świat z wolna zawirował i stanął tam gdzie był, lecz nie taki jak był.
Intensywny, wyraźny, żywy, ostry, jaskrawy, rażący, krzyczący!
Głosy, wszędzie głosy. Chaos liter, słów, zdań, dźwięków, nut, piosenek. Zgiełk radości, śmiechu, rozkoszy, przyjemności, mrok niezadowolenia, cierpienia, bólu, depresji.
Uchwycił mocno krawędź stołu, próbując zapanować nad kłębiącymi się myślami.
- Kochanie czy coś się stało? - zapytała wchodząc.
Spojrzał w jej oczy nie widząc ich niebieskiej głębi. Spoglądał na swoją sypialnie, swoje łóżko, swoją żonę w pościeli i jego...
- Nic skarbie – odrzekł zmuszając się do uśmiechu.
Minął ją i wyszedł na ulicę.
- Witam Panie Field! - zawołał sąsiad.
Skinął głową w jego stronę wyłapując w locie myśl sąsiada: “Wciąż wisisz mi 5zł, gnojku”. Uśmiechnął się pod nosem.
Szedł przez ulicę podglądając umysły ludzi. Przekonany o własnym bezpieczeństwie jakim był gruby mur pieniędzy. Nikogo w tej okolicy nie byłoby stać na zakup Nexusa. Krok za krokiem przybliżał się do celu.
W końcu stanął na progu domu przy ul Radosnej 15 i zapukał.
- Och, cześć synku! Co za niespodzianka! Wchodź!
- Cześć mamo. Jak się czujesz? Jak zdrowie?
- Cudownie kochanie – zawołała z kuchni.
Weszła do pokoju, niosąc ze sobą na tacy aromat mocnej, czarnej kawy i piernika.
Gdy weszła razem z nią wszedł również lekarz w swoim gabinecie. Weszła także pielęgniarka o smutnej twarzy, która niosła czarny obraz rentgenowski, czarny jak kawa, którą pili. Na stole obok tacy pojawiły się wyniki badań. Czerwone litery zasłoniły kawałki ciasta – Nowotwór złośliwy.

Kolejny tydzień pod wpływem książkowego narkotyku dobiegł końca. ;)
Mam nadzieję, że opowiadanie się podobało.
Pozdrawiam!

niedziela, 14 lipca 2013

Krakowski sekret


   Dwoje polaków. Małżeństwo Kuźmińskich. Pasjonaci Krakowa. Stworzyli książkę pt "Sekret Kroke" - powieść kryminalną, której fabuła toczy się na ulicach przedwojennego Krakowa. Gdzieś między uliczkami Żydowskiej dzielnicy Kazimierz, skrywa się tajemnica, którą Romanow, podwójny (a może i potrójny...) agent, stara się rozwikłać.
   Nie ważne czy mieszkasz w Krakowie, w Gdańsku, czy w zupełnie obcym kraju. Krakowski sekret wciągnie Cię w zawiłą intrygę, dzięki mnogiej ilości ciekawych bohaterów, szybkim zmianom akcji, błyskawicznym przeskokom między postaciami, zagadkowej legendzie oraz toczącemu się, w między czasie, wątkowi romantycznemu.
   Styl krótkich rozdziałów (stosowanych także, np. przez Dana Browna) stwarza wrażenie równoczesnej obecności czytelnika przy każdej postaci, dzięki czemu nie poruszamy się liniowo jedynie z głównym bohaterem. Lekki język umożliwia szybką i wciągającą lekturę, co może mieć i tę złą stronę medalu - mianowicie, zbyt szybko odłożymy książkę na półkę. Znajomość miejsc i ulic krakowskich nie jest ważna, jednak niezmiernie cieszy - szczególnie kiedy wspomina się niedawny spacer po Kazimierzu, do złudzenia przypominający swą trasą, przeczytany kilka chwil wcześniej, pościg.

   "Sekret Kroke" jest książką, której fabuła powinna wciągnąć koneserów kryminału. Choć w moim mniemaniu zbyt dużą uwagę skupiono na wątku miłosnym, a zbyt małą na elemencie detektywistycznym lektury. Jej sporym atutem jest szerokie nawiązanie do sztuki, nie tylko polskiej, a także kultury przedwojennego Krakowa.


Książkę przeczytałam parę tygodni temu, w ramach walki z nudą podczas sesji ;).
Polecam ją szczególnie mieszkającym, bądź studiującym w Krakowie.
Mam nadzieję, że recenzja książki Was zaciekawiła.


Pozdrawiam gorąco :),

niedziela, 7 lipca 2013

Wesołe Miasteczko

Witajcie!
Ostatnim razem spotkaliśmy się w Joylandzie, teraz chciałabym Was zaprosić na kolejne spotkanie w Wesołym Miasteczku.

Jeden z konkursów na LC, w którym można było zdobyć właśnie książkę Stephena Kinga "Joyland", zachęcał nas do opisania "najmroczniejszego scenariusza pobytu w tzw. Wesołym Miasteczku".

Spod mojego "pióra" wyłonił się taki oto tekst:

   W naszym mieście jest stare i opuszczone Wesołe Miasteczko.
   Dwadzieścia parę lat temu – dokładnie nie pamiętam jak dawno – wydarzył się tam wypadek. Mała dziewczynka o imieniu Emilia, wypadła z diabelskiego młynu. Zginęła na miejscu.

***
   - Idziemy się napić na Miasteczko – zawołał Michał – Idziesz z nami?
   “W zasadzie... czemu nie” - pomyślałam i pobiegłam za znajomymi.

***
   Siedzieliśmy razem na zardzewiałej karuzeli i opowiadaliśmy sobie dowcipy. Alkoholu w butelkach zaczynało brakować, za to coraz więcej trafiało go do krwi i uderzało do głowy. W raz z jednym takim uderzeniem Michał nagle spochmurniał i zaczął opowiadać.
   - Pewnego dnia ludzie mieszkający niedaleko Wesołego Miasteczka usłyszeli cichy szloch – Michał wstał i zakradł się za Anastazję – a potem – mówił, powoli idąc w jej stronę – krzyk! - rzucił się w stronę dziewczyny. Spanikowana Ana zeskoczyła z karuzeli i zaczęła uciekać.
   Pobiegliśmy za nią, śmiejąc się i przekrzykując próbując na wszystkie sposoby udobruchać uciekinierkę. Wtem, Ana stanęła. Było to tak nagłe i nie przewidziane, że prawie na nią wpadliśmy. Spojrzeliśmy tam gdzie patrzyła... Słońce znajdowało się już na tyle nisko, że cały krajobraz tonął w czerwonym blasku. Wielki Diabelski Młyn na który wszyscy patrzyliśmy również tonął w czerwieni... posoka spływała z każdego metalowego szczebla, krzesełka czy śruby tworząc pod kołem szkarłatną kałużę w której lustrze przeglądała się mała, jasnowłosa dziewczynka.
   - Mamo – powiedziała nienaturalnie wysokim głosem – mamo, gdzie jesteś? Mamo boli mnie, boli mnie mamo... - urwała.
   Stała do nas odwrócona plecami. Jej niewielkie ciałko było dziwnie wygięte i nienaturalnie powykręcane. Jej głowa powoli, centymetr po centymetrze zaczęła odwracać się w naszą stronę, jednocześnie pozostawiając resztę ciała w tej samej pozycji... Usłyszeliśmy trzaski kręgosłupa, a głowa dziecka odwróciła się o 180stopni.
   - Mamo? - zawarczała.
   Słońce zniknęło za horyzontem. Całą okolicę ogarnął mrok...
   A tymczasem ludzie mieszkający nieopodal Wesołego Miasteczka usłyszeli najpierw cichy szloch, a potem mrożący krew w żyłach krzyk.


Życzę kolorowych snów. Mam nadzieję, że nie będą zbyt "czerwone" :).