Nie przepadam za SF. Jakoś tak u mnie jest, że sięgam głównie po fantastykę. Zdarzają się chwile słabości i czytam jakieś romansidło (patrzcie post niżej), ale na szczęście jest ich niewiele. Nie odbiegając jednak zbytnio od tematu - na SF potrzeba mi chęci, sporo. W końcu nie mam tu ani mieczy ani rycerstwa w lśniącej zbroi i niewiele zazwyczaj magii...
Sięgnęłam, w zasadzie to została mi udzielona w pożyczce nowa (hmm... może już nie taka nowa) powieść Glukhovskiego. Przeczytać chciałam, nawet bardzo, mimo SF w gatunku bo to w końcu Dmitry od jednego z moich ulubionych uniwersów czyli Metra 2033. Ze szczerym zainteresowaniem pochwyciłam tom autora, który póki co nie zarzuca nas nowościami, jak kartami z rękawa i z pozytywnym nastawieniem oddałam hołd Panu, który zapożyczył mi tę powieść. Moje gorące popędy natychmiast ugasił komentarz: "Średnio mi się podobała" i wyraz twarzy posiadacza, bynajmniej nie szczęśliwego. Postanowiłam się nie poddawać i przebrnąć przez ponad 600 stron.
I nie zawiodłam się.
Dmitry zadziwia, przynajmniej mnie. W Metrze wydawał się niedoświadczony. Miał pomysł, stworzył zupełnie nowe uniwersum, jednak nie potrafił tak sprawnie oddać treści. (A może to ja dorosłam do jego twórczości?). W Futu.re Dmitry błyszczy, jeśli tylko prowadząc mroczną opowieść da się błyszczeć. Książki w mojej głowie zazwyczaj nadają sobie, poprzez treść, odpowiednie kolory, a Futu.re przyodziało się w czerń, brudną biel, srebro i brąz. Ciemne, martwe kolory, rozświetlane w odpowiednich scenach pełną gamą barw zadziwiały czytelnika jeszcze bardziej. Zmyślne porównania i metafory świadczyły o prężnym piórze i sporej inteligencji autora. Fakt, Dmitry znów skupiał się w szczególności na opisach, szerokich, przydługich niemniej jednak trafnych i ekspresyjnych o wiele bardziej sugestywnych niż w Metrze.
Futu.re opisuje przyszłość, rok około 2400. Ludzkość tryumfuje. Udało się! Udało się to, do czego od niepamiętnych lat dążono. Kamień filozoficzny to przeżytek. Zsyntetyzowano szczepionkę przeciw ostatecznej chorobie cywilizacyjnej - Śmierci.
Pozostało jeszcze tylko wprowadzić w miarę względny ład, który umożliwiłby niekonfliktowe długowieczne życie - w zgodzie z sobą, ludźmi i ziemią.
Stworzono również i to, klarowny, przejrzysty jak woda w akwaparku, system. Zgodnie z własnymi żądzami - faszerowano się tabletkami błogości, zgodnie z innymi ludźmi - trzymano się spraw własnych systematycznie przeciskając się przez przeludnione korytarze, zgodnie z ziemią - nie płodzono nowych wyjadaczy koników polnych i eksploratorów ziemskich dóbr.
Jeśli ktoś nie stosował się do tak trywialnych reguł (przede wszystkim tej ostatniej) mógł spotkać Nieśmiertelnych, strzegących kwestii przeludnienia, niosących ze sobą prawdziwą "humanitarną" śmierć.
Czytelniku, sięgając po tę pozycje zakrzykniesz: Orwell! Choć mieszkańcy utopijnego świata niczym ślepcy, błaźni systemu od grozili by się oskarżycielsko: Toż to Huxley!
Nie daj się zwieźć. Zobacz nowy świat przedstawiony przed Dmitra. Wstąp w melancholijną utopię pogrążona w długowiecznym dążeniu do zaspokojenia siebie i walki z klaustrofobicznym przeludnieniem. Poczuj przepych kompozytowych sprzętów i... grozę... czy nasz świat nie zmierza w podobnym kierunku?
Czy ludzkość nie potrzebuje się odrodzić?
Wydanie książki jest dodatkowym plusem, w trzech miejscach w trakcie lektury, spotkamy karty z grafiką. Cudowną, pastelową, posępną, idealnie pasującą do niepokojącej treści.
Ocena: 8/10 (grafiki, grafiki i jeszcze raz grafiki - wpadłam nawet na stronę internetową poświęcona książce, zdaje się, że jest tam nawet jeszcze więcej grafik - www.futu.re )
Polecam :).



