Sztuka czytania zanika

Zdając sobie sprawę, że "sztuka czytania zanika, zwłaszcza u dzieci" nawet jeśli nie jest się mugolem, pomyślałam, że suchość recenzji może odpychać.
Kiedy już kogoś natchnie na to by chwycić w ręce jakiś tom - a nie wie jeszcze jaki - szukając porady nie stara się znaleźć encyklopedycznej definicji danej książki, a raczej poznać jej duszę.
Stąd też stwierdzam, że książka książce nie jest równa. Jedna karmi duszę, inna umysł, a jeszcze inna łączy te dwa światy. Skoro tak jest, tak i różnie owe książki będą przeze mnie opisywane. Jedne określi rzetelna recenzja, a inne serce, które natychmiast musi podzielić się swoim uczuciem.
Enjoy!

wtorek, 28 lipca 2015

Ivanhoe - Sir Walter Scott


   Zapragnęłam niedawno cofnąć się w czasie.
  Podążąjąc za tą nagłą potrzebą wybrałam się do biblioteki po książkę Waltera Scott`a "Ivanhoe". Kiedy odebierałam ją z głupim uśmiechem na twarzy - uwielbiam średniowieczną Anglię, potyczki Normanów i Sasów, a co więcej w trakcie historii pojawia się moja ulubiona postać literacka ROBIN HOOD - mój ogromny banan na poszerzył się jeszcze w momencie gdy odkryłam, że książka wydana została w 1963r. Wiecie w jaki rodzaj uzależnienia wciągają tak stare kiążki? Owszem, przyznaję się, wąchałam książkę co rozdział, upajałam się nutką starości, lekkim zapaszkiem kurzu i charakterystyczną wonią pożółkłych kart.
   Z początku myślałam, że książka będzie krótką i lekką lekturą, co sugerowało moje źródło informacji - LC - piszące, że ma ona bagatela 160 stron. Jednak jej rozmiar mnie zaskoczył. Zaspana - była jakaś 15.00 - bibliotekarka podała mi konkretnych rozmiarów tomik. Około 500 stron wpadło w moje ręce. Pomyślałam: "pikuś! książki takie łykam w 2 dni". I tu nastąpiła bardzo przyjemna pomyłka i kolejne miłe zaskoczenie.

   Sir Walter Scott urodził się w 1771 roku, a "Ivanhoe" powstał w 1819 roku stąd też przystosowanie się do języka jakim napisana jest książka, może chwilę zająć. Mówiąc szczerze, za każdym razem kiedy sięgałam po mojego Rycerzyka musiałam przestawiać w głowie jakiś magiczny pstryczek, aby z łaciny podwórkowej i enigamtycznego języka skrótów przejść do epoki wysublimowanej, poetyckiej mowy. Przestawienie owego guzika przyjmowałam z najwyższą rozkoszą, mogąc odbiec choć na chwilę od naturalnego młodzieżowego żargonu. Stąd też, jeśli tylko macie ochotę przenieść się w czasie nie tylko dzięki historii ale i mowie, zapraszam serdecznie do sięgnięcia po Scotta.

   "Ivanhoe" to typowa powieść rycerska. Bóg, honor, ojczyzna i dama serca to główne wątki historii. Na kartach książki spotykamy się z anglosaskim rycerzem Wilfredem z Ivanhoe, który wierny jest królowi Ryszardowi Lwie Serce bądącym Normanem, który to został porwany i więziony rozkazem swego brata księcia Jana. Anglia XII wieku rozdarta została na skutek wewnętrznych walk między Sasami (ludem Anglii), a opanowującymi państwo Normanami, depczącymi tradycje wprowdzając pośród ludu kulturę francuską. Wilfred po wielu latach powraca z krucjaty, by w swojej ojczyźnie odzyskać ojcowską miłość, utraconą na skutek afektu jakim darzył podopieczną ojca lady Rowenę, a także ze względu na wierność wobec Normandzkiego króla. Potykając się dzielnie w turnieju rycerskim walczy o swój honor, jednocześnie narażając się na gniew księcia Jana i jego popleczników, którzy to obawiają się oddanego Ryszardowi rycerza.

   Czytelniku, przywdziej zbroję. Złap za kopię, miecz lub kiścień i stań w szranki razem z Wilfredem z Ivanhoe. Zakosztuj prawdziwej miłości. Poznaj czym jest prawdziwy honor i lojalność wobec władcy. Przeżyj oblężenie zamku stając u boku legendarnego Robin Hooda. Sprawdź sam, zagłębiając się w historię, czy prawowity król powróci na tron, jak potoczą się losy żydówki Rebeki, rycerzy Briana de Bois-Guilber, Bawolego Łba, de Bracego oraz księcia Jana. Przekonaj się czy Wilfred odzyska szcunek ojca i miłość ukochanej kobiety.

   Polecam gorąco wszystkim gustującym w wyszukanym języku, klasycznej literaturze romantyzmu, średniowiecznej Anglii i powieściach rycerskich.

Ocena książki:
7/10

wtorek, 21 lipca 2015

Mroczne Materie - Philip Pullman


 
   Ciężko mi jest napisać dla tej książki recenzję. Z wielu powodów. Głównym jest obecność trzech książek w jednym opasłym tomie. Innym znowu fakt, że recenzja zawiera parę słów o autorze, parę o treści i końcową opinię czytelnika. Tymczasem ja, chcę z tej krótkiej notki usunąć dwie pierwsze części recenzji. Skupiając się na własnych odczuciach, powiem skrótowo choć wypadało by wylewnie.
   Niemniej jednak, gwoli prawidłowości skrótowo: książka młodzieżowa, gatunku bliższemu fantasy niż SF. Jeśli poszukujecie czegoś orzeźwiającego zapraszam do wskoczenia w nowy świat, a może i nawet wszechświat.

   Pierwszy tom wciąga niczym wir. Nowy świat zadziwia, zarzuca nas cudami takimi jak Dajmony. Budzi w czytelniku tęsknotę za podróżą, przygodą i nie daje odetchnąć w natłoku wydarzeń.

   Drugi tom - przynajmniej w moim odczuciu - dłuży się. Piętrzą się pytania, na które nie znamy odpowiedzi, pojawia się jeszcze więcej dziwów, postaci, niezrozumiałych głównym bohaterom. Spada prędkość akcji, a czytelnik nie odczuwa już tak niesamowitych emocji, jak przy czytaniu pierwszego tomu.

   Trzeci tom zlewa się z drugim, bowiem drugi kończy się wręcz w połowie zdania. Jednak akcja nabiera tępa, pojawiają się pierwsze odpowiedzi na dręczące nas pytania. Główna bohaterka nie stąpa już po omacku i ospale, w końcu rwie się do działania. W końcu czytelnik odczuwa książkę. Przeżywa ból i łzy, upaja się radością i uśmiechem bohaterów. I choć 954 strony do tej pory ciągnęły się w nieskończoność, nagle okrywają się okładką i czytelnik myśli: "już? to wszystko? nie zdążyłem pożegnać się z Lyrą i innymi..." choć miał na to prawie 1000 stron.

   Kilka słów nie o samej treści, a formie. Ciężka, ale w swojej wadze piękna, barwna i urzekająca. Nie dla kogoś kto pragnie przerzucić treść opisu.
   Przyszły czytelniku. Nie połykaj książki. Upajaj się nią. Połknięcie jej na raz, lub też nadanie sobie ram czasowych na przeczytanie jedynie Ciebie zirytuje. Pamiętaj, delektuj się. Odkładaj ją i wracaj do niej, bo choć wydaje Ci się, że historia się dłuży i nuży to jednak po przeczytaniu ostatniej strony, pęknie Ci serce z żalu, że to już koniec.

Polecam i pozdrawiam!