Sztuka czytania zanika

Zdając sobie sprawę, że "sztuka czytania zanika, zwłaszcza u dzieci" nawet jeśli nie jest się mugolem, pomyślałam, że suchość recenzji może odpychać.
Kiedy już kogoś natchnie na to by chwycić w ręce jakiś tom - a nie wie jeszcze jaki - szukając porady nie stara się znaleźć encyklopedycznej definicji danej książki, a raczej poznać jej duszę.
Stąd też stwierdzam, że książka książce nie jest równa. Jedna karmi duszę, inna umysł, a jeszcze inna łączy te dwa światy. Skoro tak jest, tak i różnie owe książki będą przeze mnie opisywane. Jedne określi rzetelna recenzja, a inne serce, które natychmiast musi podzielić się swoim uczuciem.
Enjoy!

wtorek, 21 lipca 2015

Mroczne Materie - Philip Pullman


 
   Ciężko mi jest napisać dla tej książki recenzję. Z wielu powodów. Głównym jest obecność trzech książek w jednym opasłym tomie. Innym znowu fakt, że recenzja zawiera parę słów o autorze, parę o treści i końcową opinię czytelnika. Tymczasem ja, chcę z tej krótkiej notki usunąć dwie pierwsze części recenzji. Skupiając się na własnych odczuciach, powiem skrótowo choć wypadało by wylewnie.
   Niemniej jednak, gwoli prawidłowości skrótowo: książka młodzieżowa, gatunku bliższemu fantasy niż SF. Jeśli poszukujecie czegoś orzeźwiającego zapraszam do wskoczenia w nowy świat, a może i nawet wszechświat.

   Pierwszy tom wciąga niczym wir. Nowy świat zadziwia, zarzuca nas cudami takimi jak Dajmony. Budzi w czytelniku tęsknotę za podróżą, przygodą i nie daje odetchnąć w natłoku wydarzeń.

   Drugi tom - przynajmniej w moim odczuciu - dłuży się. Piętrzą się pytania, na które nie znamy odpowiedzi, pojawia się jeszcze więcej dziwów, postaci, niezrozumiałych głównym bohaterom. Spada prędkość akcji, a czytelnik nie odczuwa już tak niesamowitych emocji, jak przy czytaniu pierwszego tomu.

   Trzeci tom zlewa się z drugim, bowiem drugi kończy się wręcz w połowie zdania. Jednak akcja nabiera tępa, pojawiają się pierwsze odpowiedzi na dręczące nas pytania. Główna bohaterka nie stąpa już po omacku i ospale, w końcu rwie się do działania. W końcu czytelnik odczuwa książkę. Przeżywa ból i łzy, upaja się radością i uśmiechem bohaterów. I choć 954 strony do tej pory ciągnęły się w nieskończoność, nagle okrywają się okładką i czytelnik myśli: "już? to wszystko? nie zdążyłem pożegnać się z Lyrą i innymi..." choć miał na to prawie 1000 stron.

   Kilka słów nie o samej treści, a formie. Ciężka, ale w swojej wadze piękna, barwna i urzekająca. Nie dla kogoś kto pragnie przerzucić treść opisu.
   Przyszły czytelniku. Nie połykaj książki. Upajaj się nią. Połknięcie jej na raz, lub też nadanie sobie ram czasowych na przeczytanie jedynie Ciebie zirytuje. Pamiętaj, delektuj się. Odkładaj ją i wracaj do niej, bo choć wydaje Ci się, że historia się dłuży i nuży to jednak po przeczytaniu ostatniej strony, pęknie Ci serce z żalu, że to już koniec.

Polecam i pozdrawiam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz