Cała nadzieja na romantyczną lekturę w Paryżu prysła po paru godzinach czytania. Francja (spoiler!) - wspomniana tylko na paru stronach. Moim zdaniem książka powinna mieć tytuł "Smaki miłości" czy jakiś inny, równie telenowelowy, chwytający za serce Panie gustujące w monotematycznych romansach.
Książkę "Cała nadzieja w Paryżu" wygrałam w jednym z konkursów LC. Zapowiadała się smacznie bowiem jednym z aspektów powieści miała być miłość od kuchni, w przenośni i dosłownie. Przez wplecione w treść przepisy i kulinarne sugestie mogłam śmiało stwierdzić, że apetyt rósł w miarę czytania. Jednak przyznam, że był to jedynie głód będący zwykłą potrzebą organizmu. Głód duszy nie został zaspokojony pod żadnym względem, Język książki był prowadzony lekko i przyjemnie jednak niczego nowego nie uczył, a zdaje się, że miał jedynie bawić wieczorową porą przy filiżance herbaty i kawałku dyniowego ciasta. Jeśli więc, drogi czytelniku, polujesz na pozycję lekką, nie angażującą zbytnio myślenia, a jedynie umożliwiającą chwilową ucieczkę w krainę wyobraźni (chwali Ci się! odstąp od telewizora), to śmiało po nią sięgaj.
Książka ta, niewielkich gabarytów - jedynie ledwo 300 stron - przez parę godzin nas zabawi, jednak z mojej strony podczas czytania odczuwałam niedosyt. Opisane postacie spotykały na siłę wymyślane problemy, a sami bohaterowie nie wiedzieli w co maja ręce włożyć. Zdawało się, że większość ich wyborów podejmowana była po omacku, albo przypadkiem. Autorka rozwlekała życiowe nieogarnięcie bohaterów zamiast skupić się na części wydawało by się najważniejszej - wątku miłosnym. Stąd też, podczas czytania dowiadujemy się najbardziej szczegółowych aspektów życia postaci, jedynie czasem napotykając porozrywane fragmenty romantyzmu.
Koniec końców na czytane strony nałożyła się tylna okładka, a ja pozostałam z książką w ręce i ogromnym zdziwieniem malującym się na twarzy: "To już? Koniec? A gdzie miłość? Gdzie romans?". Powieść ledwo się zaczęła, opowiedziała szeroko o dylematach i kłopotach bohaterów - jakbym sama własnych nie miała - i zakończyła się bez jakichkolwiek uniesień serca czy duszy. Nie zdarzyłam nikogo pokochać, ani znienawidzić. ZERO emocji. No, cóż, może nie zero, jedna się pojawiła, tak podczas czytania jak i po jego zakończeniu - niedosyt.
I, na miłość boską, gdzie ten Paryż?
Tytuł oryginału: "That Part Was True". Może Part miał być Paryżem... jak dorośnie... do pisania.
Ocena: 4/10.
Tytuł oryginału: "That Part Was True". Może Part miał być Paryżem... jak dorośnie... do pisania.
Ocena: 4/10.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz